niedziela, 20 grudnia 2015

Moszna, zamek i kawałek ziemi niczyjej...

                 Pojechałem do Mosznej.
Mała miejscowość na opolszczyźnie o dziwnej nazwie.
Pomimo analogii anatomicznych nazwa nie pochodzi od elementu męskiego organizmu a od mchów porastających okolice wieki temu.
                 Przez lata państwo lokalni bogacze rozbudowywali tutejszy zamek. Państwo ci byli wielkimi obszarnikami. Miejscowa plotka głosi, że zamek posiada tylko 99 wież bo gdyby posiadał ich 100 właściciel musiałby dzielić się z Cesarzem majątkiem i oddawać mu coś na wojsko. Ponieważ to plotka to jej nie zgłębiam, jeśli ktoś ma na to czas i ochotę to zapraszam.
Zamek bogato zdobiony, zbudowany w wielu mieszanych stylach. Wtajemniczeni twierdzą, że jego nietuzinkowość powstawała latami a kawałki różnych stylów odzwierciedlały zachcianki jednego z panów, który widział takie właśnie cacka w różnych zakątkach świata (ówcześnie Europy).
Dochodząc do zamku mijamy zabudowania starej stadniny, która obecnie także pełni te samą rolę, budynki trochę podupadły, jednak charakter i smak miejsca niezaprzeczalny.

 
Wychodzimy na główną alejkę i widzimy zameczek o którym już raz wspominiałem i wiecej nie będę, bo generalnie nie o nim tu mowa.

 
Przed zameczkiem w prawo, wchodzimy do ogrodu połączonego z gigantycznym bezkresnym parkiem.
Park łączy sie nie wiadomo w którym miejscu z okolicznymi lasami, te zaś nigdzie nie mają swoich granic. Wszystko to jak okiem siegnąć było kiedyś własnością bogaczy. W parku kilka ciekawych okazów drzew. Oto jeden z nich, sosna.

 
                         Gdy staniesz plecami do zamku a twarzą do parku na końcu głównej alei zauważysz postument, na którym ongiś stał pomnik jednego z bogatych panów wystawiony przez innego bogatego pana. Pomnik ten przetrwał wojnę, ale nie przetrwał po wojnie. Na początku lat 50-tych XX wieku, zamek zajęty był przez różne służby (celowo nie piszę jakie). Towarzycze swawoli, pili i strzelali do bogatego pana na postumencie. Aż nastał jego kres i z postumentu pomnik zniknął, podobno przetopiony na inne bardziej wartościowe i użytkowe przedmioty. A wykonany był z brązu, jak można przypuszczać, nienajgorszej jakości.
Przy tym postumencie jest dróżka wiodąca w lewo do parku. Nie ma tam żadnego drogowskazu, żadnej wskazówki. Jeśli pójdziesz dróżką prosto, przejdziesz w las i radź sobie sam. Jeśli po chwili jednak zakręcisz w prawo, przejdziesz w dróżkę wyłożoną kamieniami, zarośniętą starymi drzewami. Na dróżce o tej porze tylko liście i błoto, a pomiędzy kamieniami ślady dzikich zwierząt. Po prawej stronie w oddali widzimy kępę starych drzew i niewyrażne obiekty, jakieś budowle.
To tam zmierzamy.

 
                      Tajemnicze miejsce to stary cmentarz bogatych panów.
Oparł się wojnie, oparł się towarzyszom i nadal walczy o swój byt.
Nie wadzi nikomu więc może i dlatego trwa nadal w tym miejscu i w takiej postaci.
Posadowiony w kształcie krzyża, otoczony potężnym płotem  z niesamowicie grubych, kutych w najlepszych europejskich hutach prętów, w ciekawe wzory splatanych u dołu. Cmentarzyk jest na lekkim wzniesieniu, podobno dlatego, że teren podmokły i nie chciano by państwo mokli w trumnach. Do ciężkiej metalowej bramy prowadzą nas schodki z kamieni granitowych, tak jak je 100 lat temu posadowiono.

 
Brama zamknięta, klamki wyrwane, jednak zdobione kute zamki nadal tkwią na swoim miejscu. Wchodzimy boczną furtą, też bez klamki.

 
                           Jesteśmy w środku.
Cisza, skrzypienie starych drzew i szum wiatru. Przed nami kilka starych grobowców okrytych głęboko rzeźbionymi płytami nagrobnymi. Piaskowce wyśmienicie nadawały się do tego celu.
Na wprost wielki granitowy krzyż, dowód na to, że chrześcijaństwo było jest i będzie tu obecne.
Cmentarz jako taki zaniedbany, kilka kwiatków przy "młodszych " grobach. Porozbijane o płyty nagrobne znicze, zapewne dzieło zwierząt, bo przecież człowiek by tego nie uczynił.

 
Jedna  Zdrowaśka i wracamy.
Wracamy ta sama ścieżką, mijamy postument, jeszcze rzut oka na zamek wieczorową porą i wychodzimy.

 
W zamku jest restauracja, hotel i inne cuda. Ja jednak wolę swojski  "Gościniec u Róży" tam we wsi.

 
Jeśli kiedyś zawitasz na opolszczyznę to wstąp do tego gościńca, wypij grzańca i idź na wyprawę na cmentarzyk bogatych państwa do tego kawałka ziemi niczyjej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz