Do sklepu przyszedł starszy pan. Pochylony, z siatką pełną zakupów. Włosy siwe, szare, zaczesane do tyłu. Odziany skromnie, trochę niedbale. Za nim rozciągał się zapach przepalonego tytoniu wymieszany z brudem nieczęsto pranej odzieży.
Mężczyzna zakasłał.
- Poproszę to - wskazał to.
- Proszę. 4,50 - sprzedawca podał towar i cenę. Jeszcze raz rzucił okiem na siatkę zakupów klienta. W siatce były trzy duże kartony przysłowiowego DoppelHerz. Nie pasowało to sprzedawcy do wyglądu klienta.
- Taki palacz i doppelherze zażywa? - pomyślał.
Wnikliwsza obserwacja siatki rozwiała wątpliwości - G-i-l-zy do papierosów- odczytał z daleka.
Klient niepewnie rozglądał się po sklepie.
- A wie pan, jeszcze tamto wezmę - zachrypiał - słyszy pan jak chrypię? Tak już kilka tygodni.
Sprzedawca podał tamto i przytaknął ze zrozumieniem chowając drobne do kasy.
- Bo wie pan, te ....- klient wskazał drżącą ręką na kartony z gilzami, wychodzą po latach.
- Myśli pan? Może to przeziębienie? - Sprzedający starał się zbagatelizować oczywistość.
- To to, panie. Ale co tam, na coś trza, wie pan..... - Mężczyzna machnął ręką w geście rezygnacji.
- Tak wiem.
- Tylko wie pan, co zrobić, tylko.....- szukał właściwego słowa, choć może i znał bo ton głosu wskazywał na strach.
- ....żeby nie bolało - dokończył sprzedawca
- Tak, tylko żeby nie bolało - łamiącym głosem przyznał mężczyzna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz