Jacuś.
Nie był cudownym dzieckiem.
Jeden raz niechciany. Drugi raz pożądany bo będący gwarancją przydziału mieszkania o większym metrażu.
A więc Jacuś przyjął nowe nazwisko i zamieszkał z nowymi rodzicami.
O nich słów kilka.
Mama i tata spokojni ludzie, gryzipiórki.
Jacuś rozwijał się prawidłowo, czasem rzucił w kolegów kamieniem, innym razem w księdza ogryzkiem a jeszcze innym razem przypadkowo piłką wybił szybę w oknie sąsiadki.
W szkole orłem nie był. Od samego początku nauka go nie pociągała.
Pierwsze szkolne zatargi z nauczycielami tłumione w gabinecie dyrektora powoli przekształcały się w większe wydarzenia.
Kulminacją szkolnych wypadków Jacusia była kradzież i spalenie dziennika klasowego.
W gabinecie dyrektora pierwszy raz padły słowa z ust mamy
- Dajcie spokój Jacusiowi, co tak się na niego uwzięliście.
Te słowa powtórzyła jeszcze później w pobliskim komisariacie, tam jednak usłyszała odpowiedź
- Jeszcze pani zapłacze nad Jacusiem.
Po pół roku zapłakała
- Panie władzo, Jacuś mi 50 złotych ukradł.
Lata mijały, Jacuś zawiązał nowe znajomości, towarzystwo wąchające kleje i chlające tanie wino szybko przygarnęło go pod swoje skrzydła.
Dom rodzinny nie zamykał jednak przed nim drzwi bo Jacuś zawsze przychodził cichy, skruszony. Ale i to do czasu.
W wieku młodzieńczym władza i wpływ mamy przestały mieć jakiekolwiek znaczenie.
Jacuś pił, kradł i łobuzował. Naprzemiennie nocował, raz w domu raz w policyjnych pieleszach.
Aż wylądował w poprawczaku a później w kryminale.
Odsiadki Jacusia przeplatały się z kolejnymi przestępstwami. Kontakt z mamą prawie zanikł choć jeszcze zdążyła załatwić mu mieszkanie komunalne, dzięki czemu spokój w domu zapanował.
Jacuś nie dawał o sobie zapominać.
Co jakiś czas opinią publiczną wstrząsały komunikaty, że po ulicach grasuje pijany młody mężczyzna grożący przypadkowym przechodniom nożem.
I nie była to zabawa. Takiej wątpliwej przygody doznała jedna z mieszkanek miasteczka. W jesienny ciemny i mokry wieczór zaskoczona na ulicy przez Jacusia, który bez powodu a i potrzeby żadnej, bo nic nie żądał, przyłożył jej 40-tocentymetrowy nóż do gardła i zapowiedział
- Zginiesz k....
Kolejna odsiadka w kryminale i kolejna przepustka. Ostatnia, chyba.
Tego poranka na wąskiej bocznej uliczce w przemysłowej dzielnicy znaleziono martwego mężczyznę. Szybko ustalono od czyjego noża zginął i dlaczego Jacuś mu to zrobił. Poszło o honor kobiety.
Nie było też problemu z zamknięciem sprawy i Jacusia.
Jacuś siedzi teraz w kryminale.
A jego mama na pytanie niczego nieświadomej sąsiadki co słuchać u syna odpowiada
- Dajcie spokój Jacusiowi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz