Dawno, dawno temu w górskiej chacie przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia trwały w najlepsze. Pierogi i uszka lepiły się zgrabnie, na piecu pykał barszcz a po całej chacie roznosił się aromat kompotu z suszu.
Jedynie karp w wannie na korytarzyku niepewnie wyglądał swojego losu, co jakiś czas efektownie wierzgając ogonem i ochlapując całą najbliższą okolicę.
W domu tym mieszkał mój kuzyn Piotrek, byliśmy, i nadal jesteśmy rówieśnikami.
- Chłopcy, pójdziecie do lasu po drzewko. Piotrek wie jak ściąć, dacie sobie radę.
- Damy damy - krzyknął radośnie Piotrek.
Z komórki wzięliśmy siekierkę i poszliśmy.
Jeszcze z oddali usłyszeliśmy donośny głos
- Tylko żeby była proporcjonalna!!!
- Tak tak, proporcjonalna - oczywiste.
Dotarliśmy do lasu, był sobie niedaleko domu. Na lekkim wzniesieniu rosły piękne świerki o igłach ostrych, że lepiej nie podchodź.
Jeden szczególnie przykuł naszą uwagę. Wolnorosnący, kształtny.
- Ten jest proporcjonalny- zadecydowałem z powagą.
Jako że świerk miękkim drzewem jest ścięcie go siekierką nie przysporzyło nam wiele pracy. Rachciachciach i drzewko leżało na zwałach śniegu. Złapaliśmy go za dolne gałęzie i dawaj do domu po śniegu go ciągnąć. Trochę było przy tym śmiechu bo każdy z nas zaliczył spotkanie twarzą w twarz z zaspami. Ostatecznie jednak dotarliśmy do domu.
Pozostawiliśmy drzewko przed drzwiami i z radosnym komunikatem dotarliśmy do rodzinki.
- To fajnie - usłyszeliśmy równie radosny komunikat.
Tato wyszedł przed dom, spojrzał na choinkę i zaniemówił na chwilę.....
- Ona, ona....nie zmieści się do domu....mówiłem, żeby była proporcjonalna.
Wtedy zrozumiałem co znaczy proporcjonalna choinka.
Wesołych Świąt :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz