Oczekiwanie na wymarzony prezent od Św. Mikołaja zawsze przyprawiało dzieciarnię o dreszcz emocji. Sam dreszcze te przeżywałem wielokrotnie.
Okres okołoświąteczny spędzany z rodziną w wiejskim domu w górach był otoczony nie tylko tonami śniegu, ale i aurą tajemniczości niecierpliwości i wyczekiwania.
Miałem wtedy 5 lat.
Nadszedł wieczór gdy wspólnie z kuzynem zostaliśmy zapakowani do starodawnego łóżka pod gigantyczną pierzynę i zasnęliśmy w chłodnym, ciemnym pokoju snem dziecięcia niewinnego.
Sen trwał spokojnie aż nagle obudziło nas okropne szeleszczenie bliżej nieokreślonej materii.
- O rany, co to jest!? - Wykrzyczałem przerażony gdy jakiś wielki stwór przewracał się na mnie na łóżku. Serce biło mi jak szalone.
Kuzyn wyrwany ze snu wyparzył z łóżka przerażony i wpadł na podobnego stwora stojącego obok.
- Co się stało dzieci? - Krzyknął mój tato wbiegając do pokoju. Zapalił światło i dopiero teraz mogliśmy się uspokoić. Stwory okazały się wielkimi worami z prezentami. Bogactwa nieprzebrane; wrotki, cymbałki, farbki, organki, piłka wiązana rzemykiem i wiele innych wspaniałych jak na tamte czasy zabawek. A wszystkie były przez nas wyczekiwane i upragnione.
Ale fajne prezenty przyniósł nam Mikołaj. Ale jak on tu wszedł?
Ale, ale i ale.
Pytania cisnęły się na usta i mieszały z zaskoczeniem powiązanym z każdym kolejnym skarbem odkrywanym w worku.
To była chyba najwspanialsza noc w moim dzieciństwie a na pewno najbardziej zaskakująca.
Wracając tam wspomnieniami do dzisiaj zastanawiam się
- Mikołaj? Jak on to zrobił?
P.S.
Tę krótką historyjkę dedykuję mojemu nieżyjącemu już tacie, bo chyba wiem kto był tym Mikołajem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz