niedziela, 20 marca 2016
wtorek, 15 marca 2016
Jakiś grubas
Do sklepu wszedł mężczyzna, ok 45 lat.
Szczupły, włosy szpakowate.
- Pani ma jakieś spodnie na mnie? - pytanie skierował w stronę sprzedawczyni.
- Może coś znajdziemy, ile ma pan w pasie?
- Nie wiem, trochę przytyłem, bo wie pani zima i człowiek podjada, zaraz zmierzę - mierzy - kiedyś to mialem tyle a tyle,a teraz mam, ooo - widzi pani ? Tyle.
Tu wymienił liczbę która wskazala na którym wieszaku szukać spodni własciwych.
- Nie lubię tego brzucha, za dużo sobie pozwalam i rozumie pani...
-Tak tak - sprzedawczyni pokiwała głowa ze zrozumieniem - te będą dobre?
Klient obejrzał, przymierzył. Ponarzekał jeszcze jak to przytył i już waży ponad 80 kg
Zapłacił i sobie poszedł.
Sprzedawczyni ogarnęła grzywkę i do sklepu wszedł pan w towarzystwie młodej dziewczyny.
Też ok. 45 lat, też szpakowaty. Jednak ten z wyraźną tuszą i problemem z poruszaniem się.
Młoda dziewczyna to jego córka, jak można było wywnioskować z ich rozmowy.
- Kochanienka, znajdzie pani coś na mnie, nie musi być śliczne, byle pasowało - zwrócił się życzliwie do sprzedawczyni.
- A ile w pasie? -zapytała z niepewnością w głosie.
Pan miał w pasie ze dwa razy tyle co poprzedni i niestety w sklepie nic się na niego nie nadawało.
- Ach bo widzi pani, kiedyś to ja byłem szczuplusieńki jak ten pan co przed chwilą wychodził. A teraz to już tego nie kontroluję, bo sterydy, hormony i co tam jeszcze lekarze wymyślili.
- Ach tak - sprzedawczyni kolejny raz w tym dniu pokiwała głową ze zrozumieniem.
- Bo wie pani, ja miałem guza na mózgu i oni, lekarze mi go wycięli ale on już tam spustoszenie w tej głowie zrobił, rozumie pani
- Tak , rozumiem
- I teraz ta przysadka wariuje, tak mówią lekarze i chyba już taki wielki zostane, ale kiedyś to ja byłem chudziutki....
- Może jeszcze to wróci...- z niepewnoscią w głosie sprzedawczyni próbowała pocieszyć.
- Chyba nie wróci, lekarze mówią, że nie wróci. Co zrobić, byle jeszcze dzieciom jakoś pomóc, a potem - mężczyzna wskazał na dziewczynę i machnął ręką.
- No nic dziekuję pani za rozmowę, szkoda, że nic nie ma.
Pan skierował się do wyjścia razem z córką.
W drzwiach minął się z młodą matką z małym dzieckiem.
Dziecko z zainteresowaniem obserowało olbrzyma.
- Mamo,mamo, kto to był?
-To? A nie wiem, jakiś grubas...
Szczupły, włosy szpakowate.
- Pani ma jakieś spodnie na mnie? - pytanie skierował w stronę sprzedawczyni.
- Może coś znajdziemy, ile ma pan w pasie?
- Nie wiem, trochę przytyłem, bo wie pani zima i człowiek podjada, zaraz zmierzę - mierzy - kiedyś to mialem tyle a tyle,a teraz mam, ooo - widzi pani ? Tyle.
Tu wymienił liczbę która wskazala na którym wieszaku szukać spodni własciwych.
- Nie lubię tego brzucha, za dużo sobie pozwalam i rozumie pani...
-Tak tak - sprzedawczyni pokiwała głowa ze zrozumieniem - te będą dobre?
Klient obejrzał, przymierzył. Ponarzekał jeszcze jak to przytył i już waży ponad 80 kg
Zapłacił i sobie poszedł.
Sprzedawczyni ogarnęła grzywkę i do sklepu wszedł pan w towarzystwie młodej dziewczyny.
Też ok. 45 lat, też szpakowaty. Jednak ten z wyraźną tuszą i problemem z poruszaniem się.
Młoda dziewczyna to jego córka, jak można było wywnioskować z ich rozmowy.
- Kochanienka, znajdzie pani coś na mnie, nie musi być śliczne, byle pasowało - zwrócił się życzliwie do sprzedawczyni.
- A ile w pasie? -zapytała z niepewnością w głosie.
Pan miał w pasie ze dwa razy tyle co poprzedni i niestety w sklepie nic się na niego nie nadawało.
- Ach bo widzi pani, kiedyś to ja byłem szczuplusieńki jak ten pan co przed chwilą wychodził. A teraz to już tego nie kontroluję, bo sterydy, hormony i co tam jeszcze lekarze wymyślili.
- Ach tak - sprzedawczyni kolejny raz w tym dniu pokiwała głową ze zrozumieniem.
- Bo wie pani, ja miałem guza na mózgu i oni, lekarze mi go wycięli ale on już tam spustoszenie w tej głowie zrobił, rozumie pani
- Tak , rozumiem
- I teraz ta przysadka wariuje, tak mówią lekarze i chyba już taki wielki zostane, ale kiedyś to ja byłem chudziutki....
- Może jeszcze to wróci...- z niepewnoscią w głosie sprzedawczyni próbowała pocieszyć.
- Chyba nie wróci, lekarze mówią, że nie wróci. Co zrobić, byle jeszcze dzieciom jakoś pomóc, a potem - mężczyzna wskazał na dziewczynę i machnął ręką.
- No nic dziekuję pani za rozmowę, szkoda, że nic nie ma.
Pan skierował się do wyjścia razem z córką.
W drzwiach minął się z młodą matką z małym dzieckiem.
Dziecko z zainteresowaniem obserowało olbrzyma.
- Mamo,mamo, kto to był?
-To? A nie wiem, jakiś grubas...
środa, 9 marca 2016
wtorek, 8 marca 2016
Dzień Kobiet, czyli bezinteresowne strzyżenie owiec.
Nie wiem dlaczego, ale poruszyło mnie dzisiejsze wydarzenie w życiu mojego syna i nie tylko.
Młody chodzi do szkoły podstawowej, do 5 klasy.
Dzisiaj z okazji Dnia Kobiet dzieci pojechały do kina na film.
Nie będę wymieniał tytułu, jednak zaznaczę, że jest to film z najnowszej oferty.
Dzieci same zapłaciły za film 13zł.
Seans odbył się w kinie w galerii handlowej w Kędzierzynie-Koźlu.
I tu właśnie zaczęły narastać moje wątpliwości co do takiego sposobu uczczenia Dnia Kobiet w wersji dla dzieci.
Po pierwsze.
W Kędzierzynie-Koźlu są dwa kina miejskie, utrzymywane przez Urząd Miasta i jedno komercyjne w galerii handlowej.
Po drugie.
W miejskich kinach nie ma w sprzedaży typowych dla kin komercyjnych frykasów (pocorny, cole itp).
Tymczasem
Kina miejskie swiecą pustkami, jedno z nich, to nowsze wręcz można określić mianem "nieużywanego"
Dzieciaki pojechały na seans w godzinach porannych, gdy w kinie nie ma normalnych seansów, jest to tzw martwy okres. Więc tym sposobem kino miało zapewnioną widownię na ok. setkę uczniów. Nie wiem czy tylko uczniowe ze szkoły mojego syna byli w kinie, czy osób tych nie było więcej.
Każdy dzieciak pozostawił w kasie średnio po 20 złotych za "artykuły niezbędne do oglądania filmów" w kinie czyli przysłowiowe popcorny.
Po seansie dzieci wróciły do szkoły na lekcje.
Ponieważ wszystko odbyło się z okazji Dnia Kobiet zapytałem młodego czy w jakikolwiek sposób uczczono ten dzień. Np złożono dziewczynom życzenia, wręczono upominki, że o kwiatku nie wspomnę.
Odpowiedź zabrzmiała nie.
Bardzo chciałbym wiedzieć po co i dlaczego dzieci akurat w tym dniu i akurat w tym kinie spędziły dwie godziny zaopatrujac kasę komercyjnego obiektu w środki finansowe.
Równie bardzo chciałbym wiedzieć dlaczego Urząd Miasta w Kędzierzynie-Koźlu nie organizuje takich wypadów do miejskich obiektów, dlaczego wspiera prywatną korporację, która nota bene swoimi interesami uderza w interes miasta.
Na marginesie tylko zaznaczę, że galeria z kinem w odczuciu mieszkańców "wykończyła" handel i drobne biznesy w mieście.
Ciekawe czy kiedyś poznam odpowiedzi na te pytania.
Młody chodzi do szkoły podstawowej, do 5 klasy.
Dzisiaj z okazji Dnia Kobiet dzieci pojechały do kina na film.
Nie będę wymieniał tytułu, jednak zaznaczę, że jest to film z najnowszej oferty.
Dzieci same zapłaciły za film 13zł.
Seans odbył się w kinie w galerii handlowej w Kędzierzynie-Koźlu.
I tu właśnie zaczęły narastać moje wątpliwości co do takiego sposobu uczczenia Dnia Kobiet w wersji dla dzieci.
Po pierwsze.
W Kędzierzynie-Koźlu są dwa kina miejskie, utrzymywane przez Urząd Miasta i jedno komercyjne w galerii handlowej.
Po drugie.
W miejskich kinach nie ma w sprzedaży typowych dla kin komercyjnych frykasów (pocorny, cole itp).
Tymczasem
Kina miejskie swiecą pustkami, jedno z nich, to nowsze wręcz można określić mianem "nieużywanego"
Dzieciaki pojechały na seans w godzinach porannych, gdy w kinie nie ma normalnych seansów, jest to tzw martwy okres. Więc tym sposobem kino miało zapewnioną widownię na ok. setkę uczniów. Nie wiem czy tylko uczniowe ze szkoły mojego syna byli w kinie, czy osób tych nie było więcej.
Każdy dzieciak pozostawił w kasie średnio po 20 złotych za "artykuły niezbędne do oglądania filmów" w kinie czyli przysłowiowe popcorny.
Po seansie dzieci wróciły do szkoły na lekcje.
Ponieważ wszystko odbyło się z okazji Dnia Kobiet zapytałem młodego czy w jakikolwiek sposób uczczono ten dzień. Np złożono dziewczynom życzenia, wręczono upominki, że o kwiatku nie wspomnę.
Odpowiedź zabrzmiała nie.
Bardzo chciałbym wiedzieć po co i dlaczego dzieci akurat w tym dniu i akurat w tym kinie spędziły dwie godziny zaopatrujac kasę komercyjnego obiektu w środki finansowe.
Równie bardzo chciałbym wiedzieć dlaczego Urząd Miasta w Kędzierzynie-Koźlu nie organizuje takich wypadów do miejskich obiektów, dlaczego wspiera prywatną korporację, która nota bene swoimi interesami uderza w interes miasta.
Na marginesie tylko zaznaczę, że galeria z kinem w odczuciu mieszkańców "wykończyła" handel i drobne biznesy w mieście.
Ciekawe czy kiedyś poznam odpowiedzi na te pytania.
sobota, 5 marca 2016
Było
Wszystko przemija.
Szkoła, której już nie ma
zapach, który gdzieś się ulotnił
i drzewo co ścięli drwale...
.....wszystko przemija.
Nie przeminie muzyka, wiersz, proza.
Nie przeminie wspomnienie tamtych chwil
i pamięć.
Każda.
Szkoła, której już nie ma
zapach, który gdzieś się ulotnił
i drzewo co ścięli drwale...
.....wszystko przemija.
Nie przeminie muzyka, wiersz, proza.
Nie przeminie wspomnienie tamtych chwil
i pamięć.
Każda.
niedziela, 21 lutego 2016
Fraszka o pustkowiu..
Politycznym, nie da się ukryć, twittem natchnęła mnie niegdyś znana niania.
Marzy się niani cokół
a tu pustka, nie tylko wokół....
środa, 17 lutego 2016
Czy ja jestem głupia...?
Starsza pani ze łzami w oczach wspomina swojego Pimpusia. Kundelek, szczęśliwy i radosny, jak każdy, który ma dobrego pana/panią.
- I wtedy proszę pana, to ja od weterynarza wracałam, tego Wronickiego, wie pan, co to za kanałem przyjmuje.
A Pimpuś był po operacji, doktor mówił, że ciężko z nim będzie, ale jak doniosłam go do domu to na rękach mi umarł, zawału dostał. Strasznie potem płakałam i tęskniłam, bo Pimpuś miał 14 lat i byłam, z nim bardzo zżyta.
Pani wytarła łzy z oczu i kontynuowała.
- A wie pan, ja to lubię pieski, sama jestem, nie ma z kim pogadać. Rencinę mam małą, ale jak Pan Bóg da to i dla pieska wystarcza.
I kiedyś właśnie szłam chodnikiem, przez mostek, tam nad kanałem i wyobraź pan sobie, stoi dziewczyna młoda ze szczeniakiem na rękach. I co ja widzę, ona chce go do wody wyrzucić!
Krzyknęłam, ta się chyba wystraszyła i buch mi tego szczeniaka na ręce i uciekła.
Jakiś pan przechodził to powiedział, że nie ma szans żeby ją dogonić bo już daleko za rogiem ona jest.
A ten szczeniak, to wie pan, jakiś chory był, cały pobrudzony rzygami i biegunką.
Poszłam więc ja to tego Wronickiego a on mi mówi - to sobie pani kłopotu narobiła, piesek ma chore jelita.
- I on tak do dzisiaj, właściwie do wczoraj - kontynuuje starsza pani - wie pan, ciągle chorował, ale ja z nim do lekarza chodziłam i najlepsze puszeczki mu kupowałam.
Sąsiadki to się ze mnie śmiały, w czoło się pukają, mówią, że jestem głupia.
- Czy ja, proszę pana, jestem głupia?
- I wtedy proszę pana, to ja od weterynarza wracałam, tego Wronickiego, wie pan, co to za kanałem przyjmuje.
A Pimpuś był po operacji, doktor mówił, że ciężko z nim będzie, ale jak doniosłam go do domu to na rękach mi umarł, zawału dostał. Strasznie potem płakałam i tęskniłam, bo Pimpuś miał 14 lat i byłam, z nim bardzo zżyta.
Pani wytarła łzy z oczu i kontynuowała.
- A wie pan, ja to lubię pieski, sama jestem, nie ma z kim pogadać. Rencinę mam małą, ale jak Pan Bóg da to i dla pieska wystarcza.
I kiedyś właśnie szłam chodnikiem, przez mostek, tam nad kanałem i wyobraź pan sobie, stoi dziewczyna młoda ze szczeniakiem na rękach. I co ja widzę, ona chce go do wody wyrzucić!
Krzyknęłam, ta się chyba wystraszyła i buch mi tego szczeniaka na ręce i uciekła.
Jakiś pan przechodził to powiedział, że nie ma szans żeby ją dogonić bo już daleko za rogiem ona jest.
A ten szczeniak, to wie pan, jakiś chory był, cały pobrudzony rzygami i biegunką.
Poszłam więc ja to tego Wronickiego a on mi mówi - to sobie pani kłopotu narobiła, piesek ma chore jelita.
- I on tak do dzisiaj, właściwie do wczoraj - kontynuuje starsza pani - wie pan, ciągle chorował, ale ja z nim do lekarza chodziłam i najlepsze puszeczki mu kupowałam.
Sąsiadki to się ze mnie śmiały, w czoło się pukają, mówią, że jestem głupia.
- Czy ja, proszę pana, jestem głupia?
sobota, 13 lutego 2016
Kamienna Góra, perły porzucone
Kamienna Góra.
Wróciłem tu po blisko 30 latach, na spacer po starym mieście.
Niewiele się zmieniło. Prawie nic....
Piękna architektura zaniedbana, zdewastowana, zapomniana,
niczym perły porzucone
Wróciłem tu po blisko 30 latach, na spacer po starym mieście.
Niewiele się zmieniło. Prawie nic....
Piękna architektura zaniedbana, zdewastowana, zapomniana,
niczym perły porzucone
sobota, 6 lutego 2016
To wraca
Kolejka nie miała kształtu. Wszyscy na raz.
Stoję blisko lady a obok mnie młodszy facet z dziewczyną.
- Proszę - wskazuję mu miejsce przy ladzie - teraz pana kolej.
- Nie nie, to pan był pierwszy.
- Rozumiem, że to na zasadzie "starsi przodem"? - zagadałem do niego.
- Coś w tym stylu - uśmiechnął się grzecznie.
- Wie pan, to strasznie dziwne uczucie, kiedyś też tak robiłem, to było dawno...
- No widzi pan, teraz to wraca...
Stoję blisko lady a obok mnie młodszy facet z dziewczyną.
- Proszę - wskazuję mu miejsce przy ladzie - teraz pana kolej.
- Nie nie, to pan był pierwszy.
- Rozumiem, że to na zasadzie "starsi przodem"? - zagadałem do niego.
- Coś w tym stylu - uśmiechnął się grzecznie.
- Wie pan, to strasznie dziwne uczucie, kiedyś też tak robiłem, to było dawno...
- No widzi pan, teraz to wraca...
czwartek, 4 lutego 2016
Sarenki biegają stadami...
- I wie pan, jak już biegną to całym stadem, rzadko kiedy w pojedynkę - myśliwy podkręcił wąsa i otarł pot z czoła.
Właśnie zakończył opowiadanie o sarenkach, a że było skwarno to spocił się nieco.
Słuchaczem był przypadkowy mężczyzna, dajmy na to Jan, który przy kuflu piwa wysłuchiwał już wielu opowiadań, nie tylko od myśliwych.
- Tak tak, biegają- przytaknął bez większego entuzjazmu..
Kilka dni później Jan, wieczorową porą, jechał sobie jedną z okolicznych wiejskich dróżek.
Nagle z pobocza na jezdnię wskoczyła sarenka, przystanęła popatrzyła w kierunku samochodu prowadzonego przez Jana. Jan gwałtownie zahamował, sarenka myk i już jest po drugiej stronie jezdni.
- Uf, - sapnął Jan i zdjął nogę z hamulca - dobrze, że się wyrobiłem.
Dodał gazu a w tym samym momencie z pobocza wyskoczyła kolejna sarenka, w ostatniej chwili śmignęła przed maską samochodu Jana , ale już następna nie miała tyle szczęścia i przydzwoniła w pojazd. Jan zahamował. Sarenka stała jak wryta, lekko oszołomiona. Potrząsnęła głową i nie zważając na blade lico Jana, który już zdążył wysiąść z samochodu pobiegła za pozostałymi sarenkami.
- O, ale tu panu wgniotła - odezwał się posterunkowy Kowalski. Szkoda trochę samochodu, i odszkodowania nie będzie, same straty. Dobrze, że nic sarence się nie stało - kontynuował beznamiętnie - a wie pan, że sarenki.....
- Tak, wiem - wystękał wkurzony Jan - biegają stadami...
Właśnie zakończył opowiadanie o sarenkach, a że było skwarno to spocił się nieco.
Słuchaczem był przypadkowy mężczyzna, dajmy na to Jan, który przy kuflu piwa wysłuchiwał już wielu opowiadań, nie tylko od myśliwych.
- Tak tak, biegają- przytaknął bez większego entuzjazmu..
Kilka dni później Jan, wieczorową porą, jechał sobie jedną z okolicznych wiejskich dróżek.
Nagle z pobocza na jezdnię wskoczyła sarenka, przystanęła popatrzyła w kierunku samochodu prowadzonego przez Jana. Jan gwałtownie zahamował, sarenka myk i już jest po drugiej stronie jezdni.
- Uf, - sapnął Jan i zdjął nogę z hamulca - dobrze, że się wyrobiłem.
Dodał gazu a w tym samym momencie z pobocza wyskoczyła kolejna sarenka, w ostatniej chwili śmignęła przed maską samochodu Jana , ale już następna nie miała tyle szczęścia i przydzwoniła w pojazd. Jan zahamował. Sarenka stała jak wryta, lekko oszołomiona. Potrząsnęła głową i nie zważając na blade lico Jana, który już zdążył wysiąść z samochodu pobiegła za pozostałymi sarenkami.
- O, ale tu panu wgniotła - odezwał się posterunkowy Kowalski. Szkoda trochę samochodu, i odszkodowania nie będzie, same straty. Dobrze, że nic sarence się nie stało - kontynuował beznamiętnie - a wie pan, że sarenki.....
- Tak, wiem - wystękał wkurzony Jan - biegają stadami...
piątek, 29 stycznia 2016
Stare kino nie żyje.
Stało się.
Namówiony udałem się na spektakl teatralny.
Spektakl odbył się w starym nieczynnym kinie, w Domu Kultury na jednym z osiedli naszego miasteczka.
Wchodząc do wnętrza sali kinowej nie miałem świadomości że wdepnę w prehistorię.
Na sali panował półmrok, boczne ściany oświetlone wielgachnymi lampami zakrytymi paterą z miedzi. Na suficie dziwnie znajomy tynk, kolor zeschniętej pomarańczy i puste otwory po reflektorach.
Podłoga pokryta płytkami z gumolitu, takimi jak kiedyś, w ramach czynów społecznych, klejono na akord gigantyczne ilości w całej PRLudowej.
Przede mną scena z drewna, na jej końcu na ścianie w dawnych czasach był ekran. Teraz całość służy jedynie do prezentacji miejscowego Teatru Ludzi Pracujących.
Wygniecione fotele z drewnianymi oparciami, wentylacyjne kratki w podłodze, pękające boazerie. To wszystko przypomina smak i aromat tamtych kinowych czasów.Przez ekrany na ścianie takich scen przewinęły się i przeblakły niezliczone ilości romansów, westernów, Star Warsów, Seksmisji i radzieckich zdobyczy kinematografii.
Nie przeszkadzały skrzypiące fotele, nie przeszkadzała wielka odległość między rzędami siedzeń na tyle duża by nie wsadzać aromatycznych butów za głowę widzowi z siedzenia z przodu, nawet wtedy gdy swoim kapeluszem zasłaniał połowę obrazu. Nie przeszkadzał dym z papierosa unoszący się znad głów widzów, wpadający w snop światła.
Wtedy kino żyło.Żyły dziesiątki, setki a może i tysiące takich kin.
W tylnej ścianie kina nieme otwory, z których leciał TEN promień, na który czekało się ze zniecierpliwieniem odliczając minuty i sekundy do końca Kroniki Filmowej.
Takie było tętno tego kina.
Teraz jest ono tylko pustym świadkiem przeszłości. Od czasu do czasu nawiedzanym przez artystów sceny.
Nie ma już tamtego klimatu, tamtej atmosfery.
Stare kina, jak to w naszym miasteczku, oparły się transformacji chyba tylko dlatego, że świat o nich zapomniał. Może to i dobrze.
Czasem warto tam wstąpić, usiąść i poczekać aż zgasną światła.
Nawet, jeśli ekran już nie rozbłyśnie.
Nie zabijajcie ostatnich starych kin , one i tak już nie żyją...
Namówiony udałem się na spektakl teatralny.
Spektakl odbył się w starym nieczynnym kinie, w Domu Kultury na jednym z osiedli naszego miasteczka.
Wchodząc do wnętrza sali kinowej nie miałem świadomości że wdepnę w prehistorię.
Na sali panował półmrok, boczne ściany oświetlone wielgachnymi lampami zakrytymi paterą z miedzi. Na suficie dziwnie znajomy tynk, kolor zeschniętej pomarańczy i puste otwory po reflektorach.
Podłoga pokryta płytkami z gumolitu, takimi jak kiedyś, w ramach czynów społecznych, klejono na akord gigantyczne ilości w całej PRLudowej.
Przede mną scena z drewna, na jej końcu na ścianie w dawnych czasach był ekran. Teraz całość służy jedynie do prezentacji miejscowego Teatru Ludzi Pracujących.
Wygniecione fotele z drewnianymi oparciami, wentylacyjne kratki w podłodze, pękające boazerie. To wszystko przypomina smak i aromat tamtych kinowych czasów.Przez ekrany na ścianie takich scen przewinęły się i przeblakły niezliczone ilości romansów, westernów, Star Warsów, Seksmisji i radzieckich zdobyczy kinematografii.
Nie przeszkadzały skrzypiące fotele, nie przeszkadzała wielka odległość między rzędami siedzeń na tyle duża by nie wsadzać aromatycznych butów za głowę widzowi z siedzenia z przodu, nawet wtedy gdy swoim kapeluszem zasłaniał połowę obrazu. Nie przeszkadzał dym z papierosa unoszący się znad głów widzów, wpadający w snop światła.
Wtedy kino żyło.Żyły dziesiątki, setki a może i tysiące takich kin.
W tylnej ścianie kina nieme otwory, z których leciał TEN promień, na który czekało się ze zniecierpliwieniem odliczając minuty i sekundy do końca Kroniki Filmowej.
Takie było tętno tego kina.
Teraz jest ono tylko pustym świadkiem przeszłości. Od czasu do czasu nawiedzanym przez artystów sceny.
Nie ma już tamtego klimatu, tamtej atmosfery.
Stare kina, jak to w naszym miasteczku, oparły się transformacji chyba tylko dlatego, że świat o nich zapomniał. Może to i dobrze.
Czasem warto tam wstąpić, usiąść i poczekać aż zgasną światła.
Nawet, jeśli ekran już nie rozbłyśnie.
Nie zabijajcie ostatnich starych kin , one i tak już nie żyją...
środa, 6 stycznia 2016
Moje 5 groszy do koszyka Owsiaka.
Do mężczyzny podeszły trzy nastolatki w rękach trzymające puszkę z logo WOŚP.
- Dzień dobry, zbieramy na Wielką Or......
- Nic wam nie dam, wypad stąd - mężczyzna przerwał i machnął z gestem niechęci w stronę puszki.
Dziewczyny spuściły wzrok, zarumieniły się i odeszły ze smutkiem na twarzy.
Taka historia wydarzyła się rok temu podczas kolejnej akcji WOŚP.
Do dzisiaj o niej myślę.
Rozumiem, że ten pan nie chciał dać na WOŚP, nie wiem co nim kierowało. Czy była to niechęć, czy też wiedza tajemna o dziwnych sprawach finansowych związanych z fundacją albo po prostu zwykła chytrość? Powodów może być wiele.
Wiem jednak jedno. Te puszki noszą młodzi ludzie zarażeni bardzo zdrowym bakcylem chęci pomagania i dobrego działania,
Nie powinno się ich tak traktować bez względu na to jakie powody kierują tymi którzy nie chcą się dołożyć.
Pamiętajmy o tym. Kwestia niejasnych finansów wokół fundacji to jedno a kwestia zapału młodych niczego nieświadomych ludzi to drugie,
Takiego entuzjazmu i zrywu nie wolno przekreślać.
Odmówić można na wiele sposobów.
- Dzień dobry, zbieramy na Wielką Or......
- Nic wam nie dam, wypad stąd - mężczyzna przerwał i machnął z gestem niechęci w stronę puszki.
Dziewczyny spuściły wzrok, zarumieniły się i odeszły ze smutkiem na twarzy.
Taka historia wydarzyła się rok temu podczas kolejnej akcji WOŚP.
Do dzisiaj o niej myślę.
Rozumiem, że ten pan nie chciał dać na WOŚP, nie wiem co nim kierowało. Czy była to niechęć, czy też wiedza tajemna o dziwnych sprawach finansowych związanych z fundacją albo po prostu zwykła chytrość? Powodów może być wiele.
Wiem jednak jedno. Te puszki noszą młodzi ludzie zarażeni bardzo zdrowym bakcylem chęci pomagania i dobrego działania,
Nie powinno się ich tak traktować bez względu na to jakie powody kierują tymi którzy nie chcą się dołożyć.
Pamiętajmy o tym. Kwestia niejasnych finansów wokół fundacji to jedno a kwestia zapału młodych niczego nieświadomych ludzi to drugie,
Takiego entuzjazmu i zrywu nie wolno przekreślać.
Odmówić można na wiele sposobów.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
