czwartek, 4 lutego 2016

Sarenki biegają stadami...

- I wie pan, jak już biegną to całym stadem, rzadko kiedy w pojedynkę - myśliwy podkręcił wąsa i otarł pot z czoła.
Właśnie zakończył opowiadanie o sarenkach, a że było skwarno to spocił się nieco.
Słuchaczem był przypadkowy mężczyzna, dajmy na to Jan, który przy kuflu piwa wysłuchiwał już wielu opowiadań, nie tylko od myśliwych.
- Tak tak, biegają- przytaknął bez większego entuzjazmu..
Kilka dni później Jan, wieczorową porą, jechał sobie jedną z okolicznych wiejskich dróżek.
Nagle z pobocza na jezdnię wskoczyła sarenka, przystanęła popatrzyła w kierunku samochodu prowadzonego przez Jana. Jan gwałtownie zahamował, sarenka myk i już jest po drugiej stronie jezdni.
- Uf, - sapnął Jan i zdjął nogę z hamulca - dobrze, że się wyrobiłem.
Dodał gazu a w tym samym momencie z pobocza wyskoczyła kolejna sarenka, w ostatniej chwili śmignęła przed maską samochodu Jana , ale już następna nie miała tyle szczęścia i przydzwoniła w pojazd. Jan zahamował. Sarenka stała jak wryta, lekko oszołomiona. Potrząsnęła głową i nie zważając na blade lico Jana, który już zdążył wysiąść z samochodu pobiegła za pozostałymi sarenkami.
- O, ale tu panu wgniotła - odezwał się posterunkowy Kowalski. Szkoda trochę samochodu, i odszkodowania nie będzie, same straty. Dobrze, że nic sarence się nie stało - kontynuował beznamiętnie - a wie pan, że sarenki.....
- Tak, wiem - wystękał wkurzony Jan - biegają stadami...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz