środa, 17 lutego 2016

Czy ja jestem głupia...?

Starsza pani ze łzami w oczach wspomina swojego Pimpusia. Kundelek, szczęśliwy i radosny, jak każdy, który ma dobrego pana/panią.
- I wtedy proszę pana, to ja od weterynarza wracałam, tego Wronickiego, wie pan, co to za kanałem przyjmuje.
 A Pimpuś był po operacji, doktor mówił, że ciężko z nim będzie, ale jak doniosłam go do domu to na rękach mi umarł, zawału dostał. Strasznie potem płakałam i tęskniłam, bo Pimpuś miał 14 lat i byłam, z nim bardzo zżyta.
Pani wytarła łzy z oczu i kontynuowała.
- A wie pan, ja to lubię pieski, sama jestem, nie ma z kim pogadać. Rencinę mam małą, ale jak Pan Bóg da  to i dla pieska wystarcza.
I kiedyś właśnie szłam chodnikiem, przez mostek, tam nad kanałem i wyobraź pan sobie, stoi dziewczyna młoda ze szczeniakiem na rękach. I co ja widzę, ona chce go do wody wyrzucić!
Krzyknęłam, ta się chyba wystraszyła i buch mi tego szczeniaka na ręce i uciekła.
Jakiś pan przechodził to powiedział, że nie ma szans żeby ją dogonić bo już daleko za rogiem ona jest.
A ten szczeniak, to wie pan, jakiś chory był, cały pobrudzony rzygami i biegunką.
Poszłam więc ja to tego Wronickiego a on mi mówi - to sobie pani kłopotu narobiła, piesek ma chore jelita.
- I on tak do dzisiaj, właściwie do wczoraj - kontynuuje starsza pani - wie pan, ciągle chorował, ale ja z nim do lekarza chodziłam i najlepsze puszeczki mu kupowałam.
Sąsiadki to się ze mnie śmiały, w czoło się pukają, mówią, że jestem głupia.
- Czy ja, proszę pana, jestem głupia?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz