Życzenie może naiwne, jednak godne zwykłego człowieka. I właściwie ostatnie co zwykłemu człowiekowi pozostało na tym łez padole.
Z konieczności życiowej zmuszony byłem udać się do kilku obiektów handlowych gdzie oczekując rzetelnej (o naiwności!) informacji oddałem swe losy i decyzje w ręce specjalistów od marketingu.
Ponieważ nie mam nic do ukrycia to tekst ten będzie opisywał prawdziwe okoliczności, pominę jedynie imiona specjalistów bo istotne tu nie są.
Pierwszy obiekt moich zainteresowań to samochód m-ki Skoda, który z można nabyć w salonie samochodowym w Kędzierzynie-Koźlu przy ul. B.Chrobrego.
Do salonu dotarłem tuż przed jego zamknięciem, po swojej pracy. Nikt mnie nie zbywał, nie czułem się jak intruz. Usłyszałem miłe "dzień dobry" a następnie po kilku minutach, czas na pooglądanie pojazdów, podszedł do mnie sprzedawca. Miły pan roztoczył przede mną pełen wachlarz swoich umiejętności. Odpowiedział na każde pytanie bez uników, na kartce rozpisał mi wszystkie kwestie finansowe zw. z kupnem pojazdu (wiadomo kredyt), cierpliwie czekał aż przeanalizuję wszystkie kolory, zadam kolejne pytania i znowu na nie wszystkie odpowiedział. Odniosłem wrażenie, że nie ukrył przede mną żadnej informacji pomimo późnej godziny zaproponował mi nawet jazdę próbną.
Na koniec naszego spotkania wszystkie informacje zawarte ma kartce podpisał swoim imieniem i nazwiskiem. Wręczył mi ją razem z resztą materiałów, związanych z ofertą i załączył wizytówkę. Pożegnał się ze mną uprzejmie.
Kolejna wizyta w kolejnym salonie sprzedaży miała miejsce dzisiaj. Padło na RTVEUROAGD w Galerii Odrzańskie Ogrody w Kędzierzynie-Koźlu.
Bylem tam dzień wcześniej aby wybrać nowy telewizor. Pan z obsługi wszystko ładnie zaprezentował i powiedział, że formalności związane z kredytem załatwia się tu od ręki, maks 15 minut.
Tak więc dziś wybrałem się tam ok godz 12. Na zakup zaplanowałem pół godziny, dałem im 100% więcej czasu. Ten sam pan przekonał mnie jeszcze do opcji przedłużającej gwarancję i ubezpieczającej produkt za dodatkową opłatą, przyjął zamówienie, wytaszczył tv z magazynu i poszedłem do biurka załatwić formalności które miały trwać 15 minut.
Przy biurku pani (nazwijmy ją A ) zapatrzona w monitor powiadomiła mnie że trzeba sprawdzić moją zdolność kredytową, który bank skredytuje mi produkt. W końcu przecież kupuję nie byle co tylko tv. Zaznaczam, że zadeklarowałem wpłatę części należności. Po wydobyciu ze mnie danych na temat kosztów utrzymania, zużycia prądu, ilości gąb na utrzymaniu etc poinformowano mnie że musimy poczekać na decyzję któregoś z banków. Dane powędrowały do systemu a tam z drugiej strony kilka banków je analizowało i podejmowało decyzje czy godny jestem kredytowania.
Ok, czekamy, ten czas spędziłem na konsumpcji kawy i drobnego dodatku do niej, oczywiście nie w sklepie.
Ok, czekamy, ten czas spędziłem na konsumpcji kawy i drobnego dodatku do niej, oczywiście nie w sklepie.
Jest! Czas zleciał więc ja do biurka gdzie ta sama pani zajęta już była kim innym, ale mną zajęła się kolejna pani (B). Przy zakupie tv bowiem trzeba kilku osób do obsługi klienta, nie to co przy samochodzie.
Wydrukowała dokumenty i podsuwa mi do podpisania. I co my tu mamy?
Umowę o sprzedaż ratalną TV połączoną z ubezpieczenioprzedłużeniem gwarancji. Jasne i oczywiste.
I kolejny dokument: ubezpieczenie assistance za 96 zł. Ubezpieczenie obejmuje takie frykasy jak przyjazd pediatry do domu, pomoc przy zepsutym samochodzie, sprzątanie mieszkania i jeszcze kilka innych cudownych czynności. Jednak żadna z nich nie pasowała do kupowanego telewizora.
Umowę o sprzedaż ratalną TV połączoną z ubezpieczenioprzedłużeniem gwarancji. Jasne i oczywiste.
I kolejny dokument: ubezpieczenie assistance za 96 zł. Ubezpieczenie obejmuje takie frykasy jak przyjazd pediatry do domu, pomoc przy zepsutym samochodzie, sprzątanie mieszkania i jeszcze kilka innych cudownych czynności. Jednak żadna z nich nie pasowała do kupowanego telewizora.
W umowie kredytowej zaś zawarta informacja, że przedmiotem kredytu jest TV, przedłużenie gwarancji i ta umowa assistance .
A w rubryce na kolejnej str. tej umowy wyraźna inf że umowa nie wymaga żadnych dodatkowych zabezpieczeń.
Wyszło na to ze kupując cokolwiek na kredyt w EURORTVAGD staję się posiadaczem kolejnej polisy ubezpieczeniowej na rzeczy zbędne i mało prawdopodobne aby kiedykolwiek mi potrzebne.
Pani na moje pytanie do czego ta polisa zaczęła tłumaczyć, ze jest ściśle związana z kredytem i z tą umową, że to jest to właśnie przedłużenie gwarancji z ubezpieczeniem. Gdy zwróciłem uwagę, że to nie jest przedłużenie gwarancji połączone z ubezpieczeniem tylko kolejna rzecz do zapłacenia, pani zaniemówiła.
Ponieważ jednak miałem zamiar kupić telewizor z gwarancjoubezp i nie bylem zainteresowany dodatkową polisą wliczoną w koszty kredytu. powiedziałem wyraźnie, że nie interesuje mnie to ubezpieczenie. Pani nie okazała zaskoczenia moją odmową. Przyjęła do wiadomości i powiedziała ze w takim razie kolejna umowa będzie gotowa za ok. godzinę.
Po spędzeniu blisko 2 godzin w galerii pojechałem do domu bez telewizora na obiad.
Po przerwie obiadowej wróciłem do galerii w celu sfinalizowania zakupu. Pani A ponownie sprawdziła moją zdolność i okazało się że tylko jeden bank jest skłonny pożyczyć mi tych kilka groszy na zakup tv, jednak warunkiem jest przyjęcie karty kredytowej. O tym pani już mi powiedziała na wstępie, jak i o tym, że z karty mogę zrezygnować zaraz po jej otrzymaniu.
Ostatecznie kupiłem telewizor i z niego jestem zadowolony.
Nie jestem zadowolony z obsługi w EURORTVAGD. Poczułem się jak baran prowadzony na rzeź, jak dawca kapitału, nie wiem dla kogo, czy banku Alior, który miał mi skredytować za pierwszym razem telewizor czy dla EURORTVAGD. Nie interesuje mnie to. Interesuje mnie ilu klientów nie czytając dokumentów podpisuje je bezwiednie lub będąc w sytuacji "pod ścianą" zgadza się na każde warunki i staje się posiadaczem idiotycznej polisy ubezp za 96 PLN nawet o tym nie wiedząc.
Nie jestem zadowolony z obsługi w EURORTVAGD. Poczułem się jak baran prowadzony na rzeź, jak dawca kapitału, nie wiem dla kogo, czy banku Alior, który miał mi skredytować za pierwszym razem telewizor czy dla EURORTVAGD. Nie interesuje mnie to. Interesuje mnie ilu klientów nie czytając dokumentów podpisuje je bezwiednie lub będąc w sytuacji "pod ścianą" zgadza się na każde warunki i staje się posiadaczem idiotycznej polisy ubezp za 96 PLN nawet o tym nie wiedząc.
Przyznam, że nie mam zastrzeżeń co do tego żeby taką polisę przyjąć i ją opłacić, oburzyło mnie traktowanie mnie jak idioty, nie informowanie o takiej czynności, podsuwanie mi umowy do podpisania. Nie wiem czy to brak profesjonalizmu, czy właśnie profesjonalizm?
Tak więc po wizytach w dwóch różnych obiektach handlowych uczucia mam mieszane.
Która z opisanych przeze mnie osób była specjalistą?
W którym przypadku miałem się czuć jak przysłowiowy klient z hasła " Klient nasz Pan"?
P.S.
Czytajcie umowy, odmawiajcie, nie dajcie się....
Tak więc po wizytach w dwóch różnych obiektach handlowych uczucia mam mieszane.
Która z opisanych przeze mnie osób była specjalistą?
W którym przypadku miałem się czuć jak przysłowiowy klient z hasła " Klient nasz Pan"?
P.S.
Czytajcie umowy, odmawiajcie, nie dajcie się....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz