niedziela, 21 lutego 2016

Fraszka o pustkowiu..

                     

                Politycznym, nie da się ukryć, twittem natchnęła mnie niegdyś znana niania.





Marzy się niani cokół
a tu pustka, nie tylko wokół....


środa, 17 lutego 2016

Czy ja jestem głupia...?

Starsza pani ze łzami w oczach wspomina swojego Pimpusia. Kundelek, szczęśliwy i radosny, jak każdy, który ma dobrego pana/panią.
- I wtedy proszę pana, to ja od weterynarza wracałam, tego Wronickiego, wie pan, co to za kanałem przyjmuje.
 A Pimpuś był po operacji, doktor mówił, że ciężko z nim będzie, ale jak doniosłam go do domu to na rękach mi umarł, zawału dostał. Strasznie potem płakałam i tęskniłam, bo Pimpuś miał 14 lat i byłam, z nim bardzo zżyta.
Pani wytarła łzy z oczu i kontynuowała.
- A wie pan, ja to lubię pieski, sama jestem, nie ma z kim pogadać. Rencinę mam małą, ale jak Pan Bóg da  to i dla pieska wystarcza.
I kiedyś właśnie szłam chodnikiem, przez mostek, tam nad kanałem i wyobraź pan sobie, stoi dziewczyna młoda ze szczeniakiem na rękach. I co ja widzę, ona chce go do wody wyrzucić!
Krzyknęłam, ta się chyba wystraszyła i buch mi tego szczeniaka na ręce i uciekła.
Jakiś pan przechodził to powiedział, że nie ma szans żeby ją dogonić bo już daleko za rogiem ona jest.
A ten szczeniak, to wie pan, jakiś chory był, cały pobrudzony rzygami i biegunką.
Poszłam więc ja to tego Wronickiego a on mi mówi - to sobie pani kłopotu narobiła, piesek ma chore jelita.
- I on tak do dzisiaj, właściwie do wczoraj - kontynuuje starsza pani - wie pan, ciągle chorował, ale ja z nim do lekarza chodziłam i najlepsze puszeczki mu kupowałam.
Sąsiadki to się ze mnie śmiały, w czoło się pukają, mówią, że jestem głupia.
- Czy ja, proszę pana, jestem głupia?

sobota, 13 lutego 2016

Kamienna Góra, perły porzucone

Kamienna Góra.
Wróciłem tu po blisko 30 latach, na spacer po starym mieście.
Niewiele się zmieniło. Prawie nic....
Piękna architektura zaniedbana, zdewastowana, zapomniana,
niczym perły porzucone









sobota, 6 lutego 2016

To wraca

Kolejka nie miała kształtu. Wszyscy na raz.
Stoję blisko lady a obok mnie młodszy facet z dziewczyną.
- Proszę - wskazuję mu miejsce przy ladzie - teraz pana kolej.
- Nie nie, to pan był pierwszy.
- Rozumiem, że to na zasadzie "starsi przodem"? - zagadałem do niego.
- Coś w tym stylu - uśmiechnął się grzecznie.
- Wie pan, to strasznie dziwne uczucie, kiedyś też tak robiłem, to było dawno...
- No widzi pan, teraz to wraca...

czwartek, 4 lutego 2016

Sarenki biegają stadami...

- I wie pan, jak już biegną to całym stadem, rzadko kiedy w pojedynkę - myśliwy podkręcił wąsa i otarł pot z czoła.
Właśnie zakończył opowiadanie o sarenkach, a że było skwarno to spocił się nieco.
Słuchaczem był przypadkowy mężczyzna, dajmy na to Jan, który przy kuflu piwa wysłuchiwał już wielu opowiadań, nie tylko od myśliwych.
- Tak tak, biegają- przytaknął bez większego entuzjazmu..
Kilka dni później Jan, wieczorową porą, jechał sobie jedną z okolicznych wiejskich dróżek.
Nagle z pobocza na jezdnię wskoczyła sarenka, przystanęła popatrzyła w kierunku samochodu prowadzonego przez Jana. Jan gwałtownie zahamował, sarenka myk i już jest po drugiej stronie jezdni.
- Uf, - sapnął Jan i zdjął nogę z hamulca - dobrze, że się wyrobiłem.
Dodał gazu a w tym samym momencie z pobocza wyskoczyła kolejna sarenka, w ostatniej chwili śmignęła przed maską samochodu Jana , ale już następna nie miała tyle szczęścia i przydzwoniła w pojazd. Jan zahamował. Sarenka stała jak wryta, lekko oszołomiona. Potrząsnęła głową i nie zważając na blade lico Jana, który już zdążył wysiąść z samochodu pobiegła za pozostałymi sarenkami.
- O, ale tu panu wgniotła - odezwał się posterunkowy Kowalski. Szkoda trochę samochodu, i odszkodowania nie będzie, same straty. Dobrze, że nic sarence się nie stało - kontynuował beznamiętnie - a wie pan, że sarenki.....
- Tak, wiem - wystękał wkurzony Jan - biegają stadami...